persepolis

Komiksy kojarzą nam się przede wszystkim z postaciami Supermana, Batmana czy Spider-Mana. Przygody superbohaterów od lat zachwycają czytelników na całym świecie, a ich filmowe adaptacje zarabiają miliony. Do grona zekranizowanych komiksów dołączył jeszcze jeden: być może nie tak znany, a już z pewnością niemający szans na podbicie box-office. Jednak wyreżyserowane przez Marjane Satrapi i Vincenta Parronaud „Persepolis” to historia, która długo pozostanie w pamięci widzów.

Iran, czasy rewolucji islamskiej. Małą Marjane poznajemy w chwili, gdy państwem wstrząsa fala demonstracji i zamachów. Dziewczynka opowiada nam o Białej Rewolucji, wprowadzeniu stanu wojennego, o Chomeinim, a także wyniszczającej wojnie z Irakiem. Tę dziewięćdziesięciominutową lekcję historii wsparto przedstawieniem osobistych przeżyć głównej bohaterki. Dzieciństwo Marjane jest jednak, mimo warunków, w jakich przychodzi jej dorastać, pozornie normalne. Dziewczynka kocha Bee Gees (nie znosi ABBY), chodzi w adidasach, bawi się z rówieśnikami, a także skrycie marzy o zostaniu prorokinią. Tak, jak nastolatki na całym świecie, przeżywa pierwszą miłość i poznaje trudy dojrzewania.

W przypadku „Persepolis” ciężko mówić o oryginalności scenariusza: jest nim przecież autentyczna biografia autorki, a główna bohaterka to postać z krwi i kości. Historię uzupełniają sprawnie wplecione elementy humorystyczne, podkreślające osobisty stosunek Marjane do opisywanych wydarzeń. Dzięki temu „Persepolis” nie jest kolejną smutną opowieścią o tym, jak ciężko żyje się w czasach wojny i politycznych przepychanek. Ciekawie wypada również konfrontacja irańskiej kultury ze światem Zachodu, m.in. posłużenie się hitem z trzeciej części Rambo „Eye Of The Tiger”, w celu pokazania walki z przeciwnościami losu. Uwidacznia to odrębność Irańczyków, a równocześnie uświadamia nam, jak bardzo pragną choć odrobiny normalności.

Oszczędna, częściowo kolorowa, w większości jednak czarno-biała animacja podkreśla konieczność skupienia się na treści filmu, a mniej na zabiegach formalnych. Mimo to oczarowuje widza prostotą i przejrzystością. Wydaje mi się, że każdy początkujący reżyser powinien zapoznać się najpierw ze sztuką rysowania komiksów, które uczą kompozycji kadru, prowadzenia kamery oraz operowania obrazem. „Persepolis” jest przykładem świetnie zmontowanego dzieła, które zachwyca nie tylko opowiedzianą historią, ale też świetną realizacją.

Bohaterom filmu głosów użyczyły gwiazdy francuskiego kina m.in. Catherine Deneuve, jej córka Chiara Mastroianni oraz Danielle Darrieux. Nie one są tu jednak ważne. Po zakończeniu projekcji głosów praktycznie nie pamiętamy, a przed oczami pozostają wstrząsające obrazy oraz poruszająca opowieść, która miejscami przywodzi na myśl historię naszego kraju. To podobieństwo między losami Polski i Iranu pozwala utożsamić się z główną bohaterką. Odrzucenie kultury Zachodu, restrykcje, zakazy, nakazy, ograniczenia wolności, to wszystko, co my przezwyciężyliśmy, a z czym Irańczycy muszą zmagać się na co dzień.

Autorom „Persepolis” udało się uniknąć, częstego przy tego typu historiach, popadania w pompatyczność, żerowania na emocjach, wzruszania na siłę. Z jednej strony jest to film wojenno-polityczny, z drugiej – bardzo osobista opowieść o życiu normalnych ludzi, których nigdy nie zapytano, gdzie pragnęliby się urodzić. Według polskiego scenarzysty, Piotra Wereśniaka, temat filmu powinno dać się przedstawić w jednym zdaniu. Spróbujmy. „Persepolis” to film o walce. Walce o własne przekonania, niezależność, autonomię jednostek, o miłość zarówno do ludzi, jak i do własnego kraju.

Niezmiernie trudno jest mi oceniać filmy biograficzne – nie można przecież nikogo winić za to, że miał nieciekawe życie. Z historią Marjane Satrapi tego problemu nie ma. To pełna ciepła opowieść, która powinna stanowić przykład dla wszystkich walczących o lepsze jutro.

Autor Aleksandra Chmielewska 

Więcej recenzji znajdziecie na stronie recenzenci.pl

Leave a Reply