lis 03 2007

Kapitanie, mój kapitanie?

Kategoria: Recenzjefilemonia @ 02:12

rec

John Keating jest obok Louanne Johnson („Młodzi gniewni”) czy Richarda Dadiera („Szkolna dżungla”) najbardziej znanym nauczycielem w historii kina. A na pewno – najbardziej charyzmatycznym. Grany przez Robina Williamsa bohater „Stowarzyszenia umarłych poetów”, wbrew skostniałym zasadom panującym w ekskluzywnej brytyjskiej szkole, uczył uczniów samodzielnego myślenia, skłaniał ich do wyrażania własnych poglądów. Zainspirował nastoletnich wychowanków, aby „chwytali dzień”, realizowali swoje marzenia. Nicholas Hytner postanowił opowiedzieć o wpływie nauczyciela na podopiecznych w „Męskiej historii”.

Lata 80. Kilku uczniów z przeciętnego liceum w północnej Anglii przygotowuje się do egzaminów na prestiżowe brytyjskie uczelnie. Chłopcy są bystrzy, wygadani, zorientowani w sztuce (także popularnej), żonglują cytatami,. Ich wiedzę i spojrzenie na świat ukształtował uwielbiany nauczyciel literatury, Hector. Jednak dyrektor szkoły uważa, że wychowankom brak przebojowości. Zatrudnia Irwina – młodego nauczyciela, który ma to zmienić. Rozpoczyna się rywalizacja pomiędzy pedagogami.

Film oparto na motywach sztuki Alana Bennetta. Dwa lata przed realizacją obrazu Hytner wyreżyserował znakomicie przyjęty spektakl w londyńskim National Theatre. Przedstawienie „objechało” też Stany Zjednoczone, odnosząc – mimo swej „brytyjskości” – ogromny sukces za oceanem (m.in. sześć nagród Tony). „Piętno” teatralnych korzeni „Męskiej historii” widoczne jest najwyraźniej w nienaturalnych dialogach. Rozmowy pomiędzy nastoletnimi bohaterami kipią od cytatów, błyskotliwych żartów, a przy tym rażą zbytnią dojrzałością języka. Za mało w nich życia codziennego, prywatnych zwierzeń, młodzieńczości. Owe erudycyjne wolty szybko przestają fascynować, a zaczynają nużyć.

„Męska historia” przewrotnie podejmuje problematykę relacji nauczyciel-uczeń. Hector, zagrany znakomicie przez Richarda Griffithsa, poświęcił zawodowi całe swoje życie. Nauczanie jest dla niego intymnym, niemal erotycznym doświadczeniem, choć spełnia swoją misję z poczuciem humoru. Chce nakłonić podopiecznych do samodzielnego myślenia, wychować współczesnych „ludzi renesansu”. Irwin (w tej roli mało charyzmatyczny Stephen Campbell Moore) stara się podchodzić do zawodu z dystansem, stawia na oryginalność i użyteczność zdobywanej wiedzy.

Niestety, trudno jednoznacznie powiedzieć, jak silny wpływ na bohaterów mają pedagogowie. Nastolatków obserwujemy głównie w szkole. I tu rzeczywiście, szczególnie podczas ciekawej dyskusji na temat Holocaustu, dają się zauważyć u nich inspiracje ideologią obu nauczycieli. Co chłopcy robią po zajęciach? Jak żyją? Tego już nie wiemy. Oglądamy raczej stereotypowe postaci niż ludzi z krwi i kości. Nadano im etykietki, m.in. lowelasa, katolika, sportowca-tłumoka, Hindusa z wielodzietnej rodziny oraz Żyda-geja. Kwestia homoseksualizmu została w „Męskiej historii” rozbudowana, dotyczy zarówno relacji pomiędzy uczniami, jak i pedofilskich skłonności nauczycieli. Nadaje filmowi chropowatości, czyniąc z niego opowieść o goryczy nieszczęśliwej miłości, rozczarowaniu życiem, niespełnieniu.

Całkiem przekonujący wątek homoseksualny to tylko jedna z zalet komediodramatu Hytnera. Muszę przyznać, że mimo tych kilku zarzutów oraz „przekombinowanego” zakończenia, pozytywnie oceniam „Męską historię”. Film ogląda się całkiem dobrze, przede wszystkim dzięki przewrotnemu poczuciu humoru, zaskakującej fabule i porządnym występom młodych aktorów. Przyzwoity kawałek brytyjskiego kina.

Autor Piotr Guszkowski

 

Więcej recenzji znajdziecie na stronie recenzenci.pl

Tagi: , ,

Leave a Reply