wrz 04 2007

Jedziemy…

Kategoria: Middle of nowhereadmin @ 22:10

Witam serdecznie,

Dzisiaj opowiem Ci jak na przeróżne sposoby dostać się do Rovaniemi. Oczywiście najprostszym wydaje się wykupienie biletu lotniczego Warszawa-Helsinki-Rovaniemi. Rozwiązanie to ma tę zaletę, iż w ciągu jednego dnia znajdujesz się na kole podbiegunowym. Niestety z kieszeni ubywa ok. 110-200€ (w zależności od linii i czasu rezerwacji), a maksymalna waga bagażu wynosi jedynie 20kg. Oczywiście może okazać się to stanowczo za mało przy wyjeździe na kilka miesięcy. Drugie rozwiązanie, które uskuteczniali w przeszłości studenci naszego uniwerku to podróż liniami kolejowymi. Rozwiązanie zdecydowanie tańsze, lecz dużo bardziej czasochłonne. Jednym zdaniem – niemalże tydzień wyjęty z życiorysu.

Ja natomiast i moich dwóch dzielnych towarzyszy podróży Michał oraz Kuba zdecydowaliśmy się pojechać samochodem. Pomysł początkowo może wydawać się szalony, ale… dysponując odpowiednio dużym bagażnikiem można zabrać zdecydowanie więcej rzeczy, a koszty podróży rozbijają się na 3 osoby. Do tego dochodzi możliwość zwiedzenia kilku ciekawych miejsc (o czym później) oraz zdecydowanie większa mobilność w krainie św. Mikołaja i reniferów. Nasz plan wyglądał następująco: wyruszamy z Warszawy i pierwszego dnia dojeżdzamy do Rygi, drugiego przeprawiamy się promem z Talina do Helsinek, gdzie nocujemy, zaś dnia trzeciego udajemy się na daleką północ do Rovaniemi. W sumie ok. 2000 km. Przebieg naszej trasy wyglądał mniej więcej tak:

View Larger Map

Kiedy ruszaliśmy nasz samochód wyglądał tak:

Załadowani po dach, z nartami na pokładzie i wieloma innymi mniej lub bardziej przydatnymi rzeczami udaliśmy się ku granicy z Litwą. Trasą Via Baltica jedzie się bardzo przyjemnie, nie ma większych dziur w asfalcie, ani zbyt dużego natężenia ruchu. Trzeba jedynie uważać na nieoznakowane radiowozy z videoradarami na pokładzie. Jazda szła nam gładko i bez większych przygód. Jedynie pod Kownem trafiliśmy na objazd spowodowany remontem pewnego odcinka drogi. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby zastępcza trasa nie była wyznaczona przez środek pola! Mocno zaskoczeni przebrnęliśmy jednak bez większych przeszkód:)

Ok. godziny 16:00 dotarliśmy do Rygi, gdzie postanowiliśmy znaleźć nocleg i troszeczkę pozwiedzać. Niestety setki jednokierunkowych uliczek sprawiły, iż troszeczkę pobłądziliśmy. Dlatego jeżeli w przyszłości masz zamiar się wybrać do tego ślicznego miejsca, zdecydowanie polecam zaopatrzenie się w porządny plan miasta. Ostatecznie nocleg znaleźliśmy na trasie wylotowej na Talin w Hotelu Berg za 23€/os razem ze śniadaniem. Miejsca to jest czyste, z bezprzewodowym dostępem do internetu i telewizją w pokoju. Polecam z czystym sumieniem.

Następnego dnia z samego rano wskoczyliśmy do samochodu i udaliśmy się do Talina. Po drodze troszeczkę popadał deszcz oraz… namierzyliśmy TIRa z rowerem na plecach. Wyglądał przekomicznie:)

We wczesnych godzinach popołudniowych dotarliśmy zaś do stolicy Estonii, pokręciliśmy się trochę po mieście i o 16:30 wjechaliśmy na prom do Helsinek. Trzy bilety studenckie oraz opłata za transport samochodu wyniosły nas w sumie 74€. Przeprawa przez morze trwała w sumie 4 godziny. Samą podróż uatrakcyjniły nam zakupy w sklepie wolnocłowym, przykładowo 12-letni Glenfiddich kosztował 29€. Do dyspozycji pasażerów są też sale telewizyjne, restauracja, bar i dancing. Jednak ceny jakoś szczególnie nie zachęcają.

W Helsinkach zjechaliśmy z promu po godzinie dwudziestej. Stwierdziliśmy, iż nie jesteśmy zmęczeni i szkoda nam pieniędzy na kolejny nocleg. Tak więc udaliśmy się autostradą na północ. Przed nami do pokonania ostatnie 800km. Po jakiś 120km szeroka jezdnia zmieniła się w zwykłą wąską drogę, a my przed sobą widzieliśmy na zmianę las, jeziora, las, las, las, jeziora, las, las, las, rzekę, fotoradar, las, las, las, łosia, las, las, las, jeziora…itp, itd. Na szczęście niezachodzące słońce o tej porze roku i rozkosznie przyjemne niebo mieniące się fioletami, pomarańczami i czerwonościami umilało nam tę niezwykłą podróż. Ok. godziny 3:00 na desce rozdzielczej zapaliła się żółta kontrolka zawiadamiająca o niskim poziomie paliwa. Zaczęliśmy więc szukać stacji benzynowej. Ku naszemu zdziwieniu wszystkie były zamknięte. Można było skorzystać tylko z tych automatycznych na karty kredytowe, oczywiście jeśli ma się konto w fińskim banku. Nie wiadomo czemu transakcje z kart zagranicznych nie są realizowane! Myśleliśmy, że będziemy musieli przenocować w pobliżu jednej z tradycjnych stacji tak by móc zatankować o godzinie 7:00 i pojechać dalej. Na szczęście 50km dalej, kiedy jechaliśmy już na samych oparach paliwa, udało nam się znaleźć stację automatyczną, która przyjmowała również banknoty. Uradowani pojechaliśmy dalej. Ok. godziny 5:00 dojechaliśmy do Rovaniemi. Pobłądziliśmy trochę po mieście, znaleźliśmy nasz akademik i… grzecznie ułożyliśmy się spać w samochodzie. Klucze do pokojów odebraliśmy dopiero po 9:00 od naszej tutorki.

Dalsza część przygód niebawem :)

Aaaa zapomniałbym Ci powiedzieć o kosztach całego przejazdu. W sumie 3 baki paliwa ~150€, nocleg w Rydze ~70€, przeprawa promem ~74€, Red Bull ~6€, wspomnienia bezcenne! Za wszystko inne zapłacisz kartą Mastercard :)

Tak więc po podzieleniu wszystkich kosztów przejazd jednej osoby kosztował zaledwie ~100€. Niezbyt drogo, prawda?

Pozdrawiam gorąco

Michał Grabczyk

Tagi: ,

Comments are closed.